Pamiętnik dzieciństwa: A jak ale mamo

 

magdat-listyodm

 

Czasem, kiedy jestem już bardzo zmęczona Waszym marudzeniem, krzykami, kłótniami i przepychankami, mam ochotę wyjść, trzasnąć drzwiami i wrócić za tydzień. Albo dwa. A potem przypominam sobie, że przecież dziewczęciem małym będąc, też dawałam mojej mamie i babci w kość. Może nawet bardziej niż Wy. Kiedyś usłyszałam, że jestem diabłem wcielonym. Na szczęście nie od nich, ale od lekarza zszywającego mi brew, którą rozcięłam podczas zabawy w przedszkolu – tak, byłam TAKIM dzieckiem.

 

W każdym razie, łatwo ze mną nie było. I kiedy dajecie mi popalić, staram się przywoływać w pamięci obrazy z mojego dzieciństwa. Jak wracałam poobijana z roweru albo jak ścigała mnie policja, bo bawiłam się na budowie (ale ćssss, Wasza babcia o tym nie wie i lepiej, żeby tak zostało). Staram się pamiętać, jak to jest być dzieckiem, żeby nie wkurzać się na Was za bardzo.

 

Postanowiłam więc stworzyć dla Was pamiętnik dzieciństwa, żeby kiedyś Wam łatwiej było radzić sobie z Waszymi emocjami, które pewnie nie raz wystrzelą w kosmos w zetknięciu z wybrykami Waszych dzieci.

 

 

Zacznijmy zatem od A. Od A jak <ale mamo>

 

Te słowa słyszę tak często, że mogłyby stanowić definicję mojego macierzyństwa. Mam wrażenie, że powtarzacie je niezależnie od tego, co zrobię albo w jaki sposób zareaguję na Wasze przepychanki lub Wasze prośby i groźby. Zawsze któryś z Was jest z mojej decyzji lub zachowania niezadowolony. Zawsze któryś czuje się pokrzywdzony albo ma mi za złe, że tym razem moje sprawiedliwe nie oznacza, że jego jest na wierzchu. Albo że nie możecie oglądać bajki, bo <ale mamo> Łukasz ogląda dwie godziny dziennie. Albo że nie kupimy na razie drugiego psa, bo <ale mamo> ja tak bym chciał. Albo że Boże Narodzenie jest tylko raz w roku, bo <ale mamo> to niesprawiedliwe. Albo że na zdjęciu jest krowa, bo <ale mamo> znowu stoisz po stronie Krzysia, a wystarczyłoby, żebyś uwierzyła, że to zając (czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć zasady tej gry?). Albo że owsianka jest:

  1. w zbyt dużej miseczce, bo <ale mamo> ja tyle nie zjem
  2. w zbyt małej miseczce, bo <ale mamo> będę głodny za godzinę
  3. za mało słodka, bo <ale mamo> nie smakuje mi
  4. za słodka, bo <ale mamo> potem wszystko inne będzie mi się wydawać gorzkie.

 

A zatem, jeśli usłyszycie od swoich dzieci “ale mamo”, a w Waszym przypadku “ale tato”, pamiętajcie, że to karma powraca. I nie wkurzajcie się za bardzo, bo oznacza to ni mniej, ni więcej, że niedaleko pada jabłko od jabłoni.

 

Kocham Was.

Mama

 

P.S. Więcej zdjęć z naszych wakacji w Rumunii znajdziecie TU

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *